Tej nocy miałem sen. Pamiętam go tylko urywkami. Był on strasznie dziwny, może miał ukryty przekaz, może miał mnie o czymś poinformować albo zmienić moje myślenie. Nie wiem co o nim sądzić.
Śniło mi się ,że szedłem z dwoma kolegami drogą do sąsiedniej wioski. Na zewnątrz była pogoda taka sama jaka jest obecnie czyli mróz i wszędzie biało. Po prawej stronie drogi zobaczyliśmy rozlaną krew na śniegu.
Gdy podeszliśmy do drzewa nieopodal drogi zauważyłem małe szczeniaki i dwa wielkie psy z białą sierścią. Były to Labradory, przynajmniej tak mi siew wydaje, tylko tą rasę mi przypominały. Wydaje mi się ,że symbolizowały one niewinność. Wraz z kolegami wybrałem się w stronę tej krwi. Nagle oni się zebrali, wsiedli na rowery i pojechali jakimś zamarzniętym stawem. Ja więc ,żeby nie być w tyle, pojechałem za nimi.
Jechałem, jechałem, długo nikogo nie widziałem. Usłyszałem jakieś głosy, zobaczyłem koleżankę, jakiegoś chłopaka i właśnie dwóch moich kolegów. Palili oni papierosy, a ten którego nie znałem palił waniliowe cygaro. Nie wiem jak on znalazł się w moich rękach. Zaciągnąłem się, zasmakowało mi, ale wiedząc ,że to cygaro, oddałem je właścicielowi.
Był to dziwny sen. W senniku wpisałem frazę "Labrador" i wyskoczyło mi:
widzieć: poznasz kogoś, kto okaże się być wiernym i prawdziwym przyjacielem
głaskać: potrzebujesz czułości
Był to dziwny sen, nie wiem czy wierzyć sennikowi. Jakieś myśli podsuwajcie w komentarzach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz